Reviews by szkieletbym

Mam dużo przemyśleń na temat obecności tej płyty w zestawieniu. Z jednej strony doceniam, że pokazaliśmy różne oblicza punk'u, a z drugiej strony już tyle tych oblicz punk'u, że ze spokojem mogliśmy to pominąć. Autorzy tych książek jednak są dla mnie wielką enigmą. A ta płyta, cóż. Mignęła niczym mrugnięcie. Czy dobra? Zdecydowanie nie. Czy buja? Zdecydowanie tak.

Wobec wszystkich płyt, które należą do klasyki rocka lub w ogóle "klasyki" zdążyłam się już niepochlebnie wypowiedzieć. Ale to...To jest coś innego. Ten album wynalazł muzykę. To jest alfa i omega koncept albumów. Może rzeczywiście, jedna z lepszych płyt jakie powstała w tym półwieczu.

The Man WhoTravis

Rated 6/10

Chciałam wyłączyć ten album mniej więcej po trzeciej piosence, ale dzielnie wytrzymałam do końca i za to należy mi się gwiazdka. Bardzo smutno tutaj było, ale nie w takim stylu w jakim lubię, po prostu smutno. Nie spotkamy się juz nigdy.

Jedna z moich ulubionych płyt. Trochę tu jest niepoważnie, trochę wesoło, trochę smutno, trochę niegrzecznie. Wszystkiego tylko trochę, ale w ogóle ta niekonsekwencja nie jest dla mnie problemem. Ważny jest dla mnie tutaj punkowy duch i temat tej płyty. No dobrze tu jest, po prostu.

ParklifeBlur

Rated 6/10

Skala tej płyty jest trochę nieproporcjonalna do jej jakości. W czasach nastoletnich, kiedy indie rock miał swoją ogromną rolę w moim życiu, ta płyta w moim środowisku była na równi z biblią, i nie do końca się z tym wtedy zgadzałam. I dzisiaj, po szerszych doświadczeniach z tym gatunkiem i w ogóle z muzyką, to dalej się z tym nie zgadzam! Bardzo nierówna, bo ma trzy, góra cztery mocne single i resztę zapełniaczy. Ale i tak, nie odbieram im, bo dobry vibe, a przecież to najważniejsze.

Bardzo nietrafione przykłady są w tym zestawieniu jeśli chodzi o RS. Po czwartej piosence już mam dość i prawie. Wiem, że to jest płyta z '66 roku i jeszcze wtedy panowie nie urośli do rangi, jaką mają dzisiaj. Ale borze liściasty, jakie to męczace było...i to jeszcze w wersji UK. Save me from that experience.

SmashThe Offspring

Rated 6/10

W trakcie ich największej popularności i szczytu tego gatunku, to muszę przyznać, że w ogóle nie miałam zainteresowania ich muzyką, wtedy byłam raczej Green Day girl. Ale teraz, jak posłuchałam tej płyty na spokojnie, to całkiem mi się spodobała. Jest dość monotonna, moim zdaniem jest to kilka wariacji na temat jednej piosenki, ale ogólne wrażenie raczej pozytywne, zwłaszcza jak na pierwszy, taki bliższy kontakt z zespołem. Nie wiem czy wrócę, ale na pewno to było dobre poniedziałkowe dobudzenie ⏰

Ciężko jest pisać słowa o dobrej konotacji przy albumie, który jest jak gęsta mgła w listopadowym mroku. To jest nieoświetlnoy korytarz w niezamieszkanym zamku, to jest seans spirytystyczny, to jest Berenika E.A.Poe. Wielka szkoda, że ta płyta jest taka krótka, a The Final Sound urywa się tak szybko. Absolutnie moja bajka 👻🏰🕯️

Czy Brian Eno wynalazł muzykę z windy? Być może. Przy poprzedniej płycie z ruletki wspomniałam, że nie ma skali dla tego artysty i rzeczywiście, tak muzykalnego nie-muzyka trudno jakkolwiek 'ocenić'. I salute you, my dear friend.

Moim zdaniem nie da się ocenić tej płyty, trzeba z nią po prostu vibe'owować, jeśli to akurat gatunek który jest w łasce. U mnie jest, wibracje są. Czy to dobra płyta? Pewnie, że nie, ale w niczym nie umniejsza jej to wibracji punk'owego koncertu z krwi i kości 🦴

Nie mam nic konstruktywnego do powiedzenia, poza tym, że ta płyta częściowo wpłynęła na to jaką postacią jestem dzisiaj, a że jestem teatralnym klaunem i cyrkiem w jednym, to chyba wiele wyjaśnia. Wibracje tej płyty to jest podrzędny gejowy holenderski przybytek rozkoszy i nic więcej do szczęścia nie jest mi potrzebne 🎡🎪🎠

Moja ukochana płyta przełomu ostatnich dwóch lat, w tym gatunku i nastroju. Albo po prostu ukochana, tak bez nastroju. Każda piosenka ma duszę i historię do opowiedzenia, jest zagrana tak, że chcę rzucać przedmiotami i płakać dopóki tusz do rzęs nie spłynie. Może nie mam okazji żeby żyć jak ta płyta, ale na pewno chcę przytulić dziewczynę, która ją napisała. Najlepsza płyta Hole, dziękuję za uwagę.

No to tak, bo mam kilka przemyśleń. Po pierwsze: biografia/pamiętniki Johnny'ego są dla mnie dużo ciekawsze niż jego muzyka. Dalej, żeby nie było, że tak się czepiam już o tych muzyków nie swojej generacji i spoza moich zainteresowań: bardzo dobre nagranie występu na żywo, widać że ktoś tu się z tego grania naprawdę cieszył.

Po jednej nutce i od razu wiem, że mój cyrk odjechał i zostawił mnie w country-hajmoniko landzie na pastwę losu. Nie ma takiej siły, która sprawiłaby że się polubimy. Nigdy.

Pierwszy raz o tej grupie dowiedziałam się dzisiaj! I całkiem mnie cieszy to odkrycie, zwłaszcza, że punkowy zryw mam już od jakiegoś czasu. I to jeszcze grupa z żeńskim leadem, no czego chcieć więcej w taki paskudny poranek jak ten. Może płyta nie jest wybitna, raczej prosta i zadziorna, ale muzyka definitywnie mi się spodobała.

Aż skręciło, bo GD przez jakiś czas miał u mnie nienajlepszy status. Ale eeej, jaka to jest dobra plyta. Pamiętam ją jako dobrą płytę i nie zestarzała się nic a nic. Dobra historia się z tego układa i dziękuję mojej mamie, że kupiła ten album kiedy wychodził.

L.A. WomanThe Doors

Rated 8/10

Cudowne, z resztą ponownie, zestawienie tej płyty z pogodą. Idealne, szare i deszczowe sobotnie popołudnie spędzone z tą płytą. I o dziwo, bardzo spodobało się małżonce, która przecież "nie słucha płyt". Zatem dzisiaj ocenę wystawia ktoś inny, aczkolwiek z moim pełnym poparciem. Wspaniała płyta.